Lubimy się śmiać: relacja z Gdańsk Toczy Bekę

Maciej Kraszewski oraz Kacper Ruciński

Maciej Kraszewski oraz Kacper Ruciński

fot. Maciej Warowny

3 sierpnia Gdańska Scena Muzyczna zadrżała od śmiechu czterotysięcznej publiczności. Wszystko za sprawą Festiwalu Kabaretowego, w którym wystąpił zbiór najznakomitszych, polskich kabaretów!

 

Jeśli chcesz kupić zdjęcie, wypełnij formularz - skontaktujemy się z Tobą.

  • Cel
    Dodaj opinię

    Dodaj opinię

    Odpowiedz

    Tytuł:
    Treść:
    Autor:
    E-mail (opcjonalny):
    Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
    zamknij

    Więcej na ten temat:

    Jeżeli minuta śmiechu przedłuża życie o kwadrans, to publiczność uczestnicząca w minioną sobotę w imprezie Gdańsk Toczy Bekę przedłużyła sobie życie o ładnych kilka lat. Podczas pięciogodzinnego show artyści z kabaretów Limo, Formacja Chatelet, Kabaret Skeczów Męczących oraz Paranienormalni nie dali publiczności ani chwili wytchnienia, nakłaniając do nieustannego śmiechu. Na widowni zasiadło blisko cztery tysiące osób, co dowodzi, że organizatorzy "Gdańsk toczy bekę" mieli rację twierdząc, że gdańszczanie lubią się śmiać. Czas oczekiwania na gwiazdy wypełnił występ zespołu Ortalion. Publiczność była w zabawowym nastroju, którego nie zepsuły nawet mroczne teksty śpiewane przez wokalistkę ("przyszedł wydłubać oczy moje, a potem zjeść je na kolację"). Znacznie weselej zrobiło się jednak, kiedy zespół zakończył swój występ, a z głośników popłynęły dźwięki audycji Radia Beka. Kiedy spóźnialscy zajęli już swoje miejsca, na scenę wkroczył prowadzący show Kacper Ruciński, który swoimi improwizowanymi monologami podsycał ekscytację i tak rozentuzjazmowanej publiczności. Zanim jednak wystąpiły wielkie gwiazdy musiało nastąpić uroczyste otwarcie, a któż inny miałby go dokonać, jeżeli nie sam Neptun? Bóg mórz (w tej roli reżyser wydarzenia, Maciej Kraszewski) przyodziany w szalik Lechii wtoczył na scenę symboliczną bekę. Pierwszą gwiazdą, która pojawiła się na kabaretowej scenie, była grupa Limo (wcześniej początkująca grupa "Pod napięciem" zaprezentowała m.in. nie najlepszy skecz o upasionym Supermanie). Gdańscy satyrycy zaprosili publiczność do interaktywnej zabawy. Widzowie co rusz podrzucali nowe pomysły, z których artyści naprędce montowali przezabawne skecze. Limo uwielbia gry słowne i jest w tym mistrzem, czego dowodem był skecz z Hindusem poszukującym w sejmie świętej krowy. Abelard Giza tym razem podczas swojego występu oszczędził papieża, za to wygarnął arcybiskupowi, obraził łysych, karłów, niewidomych oraz posiadaczy najtańszych miejscówek. Kabaret Skeczów Męczących rozbawił publiczność do łez opowieścią z niższych sfer, wizytą w MOPSie, nie do końca udaną próbą wyłudzenia renty oraz podróżą wehikułem czasu połączoną z lekcją współczesnej historii Polski. "Dzisiaj będziemy się bawić waszym kosztem" - tymi słowami rozpoczęła swój występ Formacja Chatelet. W zasadzie nie było w tym nic odkrywczego, ponieważ doskonale wiadomo, że najlepsze żarty to te, które wyśmiewają nasze własne przywary. Krakowscy satyrycy bawili się na scenie tak dobrze, że trudno im było zachować powagę, szczególnie podczas scenki obrazującej wizytę studenta w dziekanacie Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jako ostatnia na Gdańskiej Scenie Kabaretowej zaprezentowała się grupa Paranienormalni. Słynący z kreatywności wokalnej artyści zaprezentowali piosenkę "Ona tańczy dla mnie" w kilku niecodziennych interpretacjach oraz wytknęli brak poczucia humoru młodym pracownikom ZUS-u. Podczas pięciogodzinnego show artyści nieustannie wywoływali salwy śmiechu na widowni. Choć forma była różna, ponieważ każdy z kabaretów ma swój niepowtarzalny styl, tematyka skeczów była podobna - najchętniej śmiano się z kobiet, homoseksualistów i ZUS-u. Nieodłącznym elementem każdego występu były przekleństwa, zarówno zamierzone, jak i spontaniczne (najwyraźniej artystów kabaretowych nie obowiązuje kultura słowa). Satyrycy cały czas pozostawali w kontakcie z publicznością, raz zachęcając do współudziału w tworzeniu skeczów, innym razem po prostu się z niej naśmiewając. O sukcesie wydarzenia świadczy fakt, że emocje na widowni aż do końca pięciogodzinnego show sięgały zenitu, a na wcześniejsze opuszczenie Placu Zebrań Ludowych zdecydowało się niewielu. Minusem była z pewnością zbyt mała ilość punktów gastronomicznych - żeby zdobyć cokolwiek do picia czy jedzenia trzeba było stać w gigantycznej kolejce. Mimo tego chętnych nie brakowało, ponieważ tak olbrzymia dawka śmiechu pobudza zarówno apetyt, jak i pragnienie. Wydarzenie Gdańsk Toczy Bekę odbyło się w ramach 1. Gdańskiego Festiwalu Kabaretowego. Miłośników dobrego humoru ucieszy z pewnością fakt, że impreza ma mieć charakter cykliczny.

    Polecane  

    • Wypowiedź artysty na temat odwołane...

    • Publiczność czeka na Blues Brothers